Za czym tak naprawdę tęsknią nacjonaliści?

Written by Nina Toruniewska
Każdy ruch nacjonalistyczny opowiada historię o przeszłości, ale nie każda z tych historii włącza także stwierdzenie, że można ją odzyskać. Istnieje różnica między żałobą nad tym, co minęło, a upieraniem się, że można to przywrócić – między spojrzeniem wstecz a programem politycznym nastawionym na odbudowę. Niektórzy są przytłoczeni ciągłymi zmianami; niektórzy nie są pewni czekającej ich przyszłości, czy to z powodu stanu gospodarki, przemian społeczno-politycznych, czy perspektywy konfliktu zbrojnego. To idealne środowisko dla ruchów nacjonalistycznych i radykalnych – obecnie kwitnących także na europejskiej scenie politycznej. Ale skąd ich liderzy czerpią pomysł na własny program? Jak się okazuje, niezwykle łatwo jest przekształcić nostalgię jako osobiste odczucie w nostalgię jako program polityczny.
Aby zrozumieć to lepiej, posłużę się pojęciem nostalgii restoratywnej (bądź restauratorskiej), wprowadzonej po raz pierwszy przez Svetlanę Boym w jej studium kulturowym The Future of Nostalgia. Różnica między wyżej wymienionym terminem a „standardową” nostalgią refleksyjną polega na tym, że nostalgia restoratywna kładzie nacisk na odbudowę tego, co zostało utracone, i odtworzenie przeszłości w teraźniejszości dokładnie taką, jaka była. Nie akceptuje faktu, że jest to najprawdopodobniej niewykonalne, a co gorsza, nie bierze pod uwagę wad poprzedniego systemu. Dlatego nostalgicy restoratywni dbają o to, by zwyczaje przeszłości zostały odzyskane i zaproponowane na nowo jako sztywne i niezmienne, spowite wyższym stopniem symbolicznej formalizacji.
Celem tego wszystkiego jest zapobieżenie temu, by inni skazili ich ideologię aktualizacją lub nadali jej niezbędny do odpowiedniego zrozumienia kontekst. To komplikowanie przeszłości doprowadza do uczynienia jej jeszcze bardziej konserwatywną i po prostu nierealną. Nostalgicy restoratywni walczą o swoją wizję sądząc, że przeszłość jest niekompletna, że nie doczekała się właściwego zakończenia albo że w ogóle nie powinna była się zakończyć. Ich „Złoty wiek” niemal nigdy nie jest wiernym odzwierciedleniem jakiegokolwiek rzeczywistego okresu historycznego – to retrospektywna konstrukcja stworzona, by rozwiązać obecne lęki. Nostalgicy refleksyjni natomiast mogą cieszyć się estetycznym dystansem, który sprawia, że wspomnienia stają się mgliste, tak jakby wspominali je za pośrednictwem wciągającej książki lub dobrego filmu.
Budowanie narodu wymaga konkretnego mitu założycielskiego, podzielanego przez większość populacji – nostalgia restauratorska go dostarcza. Przekształca ona stratę (imperium, statusu, tożsamości itd.) w mobilizującą krzywdę. Ponadto prosta, liniowa narracja (złoty wiek, potem zdrada, potem restauracja) idealnie wpisuje się w podział „my kontra oni”, prowadząc ostatecznie do podziału społeczeństwa i stygmatyzacji niektórych środowisk. Często pojawia się ona obok kłamstw i teorii spiskowych. Nie są one jednak po to, by zaoferować całą alternatywną rzeczywistość – jedynie wyjaśnienie, które byłoby o wiele mniej bolesne i złożone niż prawda.
Jeśli chodzi o prawicowych polityków, ich narracja narzuca przekonanie, że naród nie jest już wielki, ponieważ ktoś (lub coś) z premedytacją doprowadziło do tego stanu rzeczy i znacząco zmniejszyło jego rangę. Starają się oni pokazać ludziom, że ich życie jest mniej komfortowe wyłącznie z powodu wybranego przez nich czynnika, tak by opinia publiczna również stała się zaangażowana w przeciwdziałanie mu. Nacjonaliści decydują się wykorzystać ten mechanizm, by zdobyć władzę, popularność, być postrzeganymi jako „przywracający”, a nie innowatorzy, i wreszcie by przeprowadzić reformy rzekomo mające „odbudować” państwo. Rezultat? Częściowe odcięcie kraju od otaczającej go geopolitycznej rzeczywistości, radykalizacja, osłabienie obiektywnie wartościowych sojuszy… A w najgorszym scenariuszu ścisła współpraca z autokracjami.
Mając to wszystko na uwadze, książkowym przykładem nostalgii restoratywnej w polityce jest ruch Make America Great Again w Stanach Zjednoczonych. Jak dawno dokładnie USA było tak wspaniałe? Czy wtedy, gdy Donald Trump wygrał wybory po raz pierwszy? Chyba nigdy się nie dowiemy. Ale co jest „pewne”, to że kraj musi zmierzyć się z problemami spowodowanymi przez imigrantów i liberałów. Że musi być bardziej niezależny i samowystarczalny, jakby nie był największą gospodarką na świecie. Że to tak ważne, by bezprawnie najechać Wenezuelę czy Iran, inwestując ogromne sumy pieniędzy w te operacje wojskowe, jakby amerykańscy obywatele mogli z łatwością pozwolić sobie na podstawową opiekę zdrowotną i nie mieli długów z powodu jednorazowej hospitalizacji. To jest amerykańska rzeczywistość, a mimo to wielu ludzi nadal nie dostrzega, że prawdziwe niebezpieczeństwo może pochodzić od własnego rządu. To, co widzą, to imponujące wiece, stanowcze oświadczenia i znany na całym świecie slogan.
Następnie, na Wschodzie, mamy rosyjską nostalgię za dawnym imperium. Oficjalna retoryka przedstawia upadek Związku Radzieckiego nie jako wyzwolenie narodów, które wcześniej opuściły ZSRR, lecz jako historyczne pęknięcie, które trzeba odwrócić. W sposób wybiórczy łączy to dwie sprzeczne przeszłości: carską ekspansję imperialną i status radzieckiego supermocarstwa. Skutkuje to jedną, spójną narracją o wielkości, którą akceptuje większość społeczeństwa. Ta zmyślona ciągłość sięga jeszcze dalej wstecz, negując odrębną historię narodową Ukrainy i przedstawiając ją zamiast tego jako integralną, tymczasowo oddzieloną część Rosji. To twierdzenie jest oczywiście kwestionowane przez większość historyków tego regionu, którzy podkreślają wieki odrębnego rozwoju, świadomość narodową i odmienną kulturę. Podobnie jak w innych przypadkach nostalgii restoratywnej, jej funkcją nie jest tak naprawdę dokładność historyczna, lecz mobilizacja, czyli przedstawianie asertywności terytorialnej i politycznej nie jako ekspansji, lecz jako przywracania porządku, który został niesprawiedliwie zburzony.
„Tutaj nigdy by się to nie wydarzyło” – mogą pomyśleć niektórzy Europejczycy, spokojnie obserwując, jak administracja Trumpa nakłada nowe cła, negocjując jednocześnie z Putinem. Ale my mamy swoich własnych nostalgików, którzy – co nie zaskakuje – rosną w siłę. Niemcy mają Alternative für Deutschland, skupioną na silnym sprzeciwie wobec imigracji, eurosceptycyzmie i narodowym konserwatyzmie. W Polsce mamy ich niemalże odpowiednika – Konfederację. Włoska premier Giorgia Meloni sięga po instrumentalne wykorzystanie religii, sprowadzonej do czynnika tożsamościowego, nawet poprzez nacjonalizowanie świętych, by zjednoczyć swoich wyborców. Jednak jednym z interesujących wydarzeń, których mogliśmy być świadkami w tym roku, był koniec rządów populistycznej partii Fidesz na Węgrzech. Ten autokratyczny rząd stworzył zupełnie nowy system, sukcesywnie niszcząc kraj od środka w ciągu 16 lat. Wspominam o tym, ponieważ po wyborach mogliśmy dostrzec wszystkie wyrządzone szkody – zarówno gospodarcze, jak i konstytucyjne – a także reakcje liderów partii, którzy desperacko starali się zachować swoje zyski. Węgry były miejscem, w którym spotkały się wszystkie te fatalne czynniki, takie jak ksenofobia czy nacjonalizm. I wcale nie sprawiły, że Węgry stały się wielkie.
Rzecz w tym, że przy czynieniu narodów znów wielkimi, problemem może być to, że wcale nie były one nigdy wielkie. Nostalgia restoratywna operuje selektywną pamięcią, więc to ideolodzy decydują, co dokładnie chcą, byśmy zapamiętali. Epizody, które schlebiają pożądanej tożsamości narodowej, zostają wyeksponowane i często wyolbrzymione – okres militarnej chwały, czy też „czysty” skład etniczny narodu. Zostają one wyrwane z pierwotnego kontekstu i przekształcone w symbole (flagę, strój, styl architektoniczny), które można na nowo wykorzystać w teraźniejszości. Wszystko, co mogłoby skomplikować tę opowieść, zostaje usunięte lub zminimalizowane. Tak więc każdy konflikt, w którym państwo było stroną winną, zostaje zapomniany. Pozostałości tej opowieści są następnie układane tak, by tworzyły wizję minionej epoki. Ponieważ jest ona przedstawiana jako odzyskany fakt, a nie konstrukcja narracyjna, niezgoda wobec niej jest traktowana jako atak, a nie debata historyczna. Złożoność jest nie tylko niemile widziana – jest odczytywana jako dowód tej właśnie korupcji, z którą ruch rzekomo walczy.
Nostalgia restauratorska nie ogranicza się wyłącznie do skrajnej prawicy. Pojawia się również w kontekstach lewicowego nacjonalizmu i postkolonializmu („powrót” do przedkolonialnej czystości niesie ze sobą te same strukturalne ryzyka, co „powrót” do imperialnej wielkości). Nazwanie tego sprawia, że tekstu Boym nie czyta się jako partyjnego ataku, a raczej jako narzędzie analityczne. Co więcej, nie każda nostalgia jest restoratywna i nie każde odwołanie się do tradycji jest nacjonalistyczną patologią. Ta ramowa koncepcja służy identyfikowaniu konkretnego wzorca, a nie traktowaniu wszelkiej sentymentalności wobec przeszłości jako podejrzanej.
Related Articles
Related
What are nationalists actually nostalgic for?
Every nationalist movement tells a story about the past, but not every one of these stories claims to be recoverable. There is a difference between mourning what’s gone and insisting it can be rebuilt - between a glance backward and a political program aimed at...