elections

Aug 14, 2026 | Politics | 0 comments

Demokracja nagradza kompetencje czy popularność?

Politics | 0 comments

f69a042e 3168 4f84 b42a 28692655e397

Written by Zofia Urbaniec

Founder and Writer of Juvilo Journal. Young writer in the fields of humanities and social sciences.

Jak rozdzielana jest władza w państwie prawa i czy powinniśmy obawiać się niekompetentnych polityków? Czy demokracja może wciąż tworzyć dobry rząd, jeśli wyborcy wybierają liderów na podstawie perswazji, a nie eksperckiej wiedzy?

Gdybyś miał wsiąść do samolotu podczas burzy, wolałbyś, żeby sterował nim wykwalifikowany pilot, czy charyzmatyczny współpasażer, wybrany w demokratycznym głosowaniu przez wszystkich pozostałych? Jeśli w lotnictwie odpowiedź jest prosta, dlaczego w polityce chętnie i całkowicie legalnie oddajemy władzę w ręce showmana?

Współczesna demokracja stoi przed kilkoma poważnymi wyzwaniami. W erze ekonomii uwagi i szumu informacyjnego sukces polityczny jest częściej determinowany przez algorytmy, zasięgi i proste emocje niż przez złożone programy gospodarcze. Zjawisko racjonalnej ignorancji sprawia, że wyborcy chętniej polegają na heurystykach i chwytliwych hasłach, niż pogłębiają swoją wiedzę. W rezultacie system demokratyczny w przeważającej mierze zaczął nagradzać popularność, umiejętności kampanijne i manipulację, marginalizując twarde kompetencje.

Czy oznacza to, że jesteśmy skazani na niekompetencję rządu, a jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie czystej merytokracji? Nie. Jak zauważają współcześni myśliciele, rządy wyłącznie „najmądrzejszych” prowadzą do pychy elit i głębokich podziałów społecznych. W nowoczesnym państwie prawa złotym środkiem jest zabezpieczenie systemu z dwóch stron. Z jednej strony, oddolnie, poprzez edukację obywatelską, która uodparnia wyborców na populizm. Z drugiej strony, odgórnie, poprzez zabezpieczenia instytucjonalne: monteskiuszowski trójpodział władzy (w tym niezależne sądownictwo) oraz profesjonalną służbę cywilną, która stabilizuje państwo podczas wstrząsów wyborczych.

Aby zrozumieć ten mechanizm obronny, warto najpierw przyjrzeć się klasycznym krytykom demokracji, przeanalizować współczesne zachowania wyborcze oraz zjawisko „polityków-celebrytów”, a następnie zbadać instytucje, które chronią państwo przed chaosem populizmu.

Aby poprzeć argument, że demokracja nagradza jedynie popularność danego polityka i nie prowadzi do stworzenia kompetentnego rządu, najlepiej przywołać myśli Erika von Kuehnelt-Leddihna (który był austriackim myślicielem i monarchistą). W swojej książce „Wolność czy równość” twierdził, że demokracja opiera się na błędnym micie równości, który zawsze prowadzi do ucisku i autorytaryzmu. Uważał, że kompetencje (wiedza, wykształcenie, doświadczenie) są w demokracji celowo marginalizowane na rzecz schlebiania „masom”, a ideologia zastępuje zdrowy rozsądek. Podobnie Platon pisał: „Gdybyś płynął statkiem, kto powinien nim sterować? Ktoś wybrany przez pasażerów w głosowaniu, czy wykwalifikowany kapitan-nawigator?”. To pytanie, do którego analogia pojawia się już we wstępie, prowadzi nas do wniosku: podczas głosowania masy wybierają kandydata najbardziej efektownego i imponującego, a nie najbardziej wykwalifikowanego. Demokracja, według niego, oddaje ster w ręce ignorantów. Tym, za czym się opowiadał, były rządy „władców-filozofów” – „epistokracja”, czyli „rządy mądrych”. Co było logiczne, ponieważ ci u władzy byliby wykształceni i wykwalifikowani do tej pracy, a nie tylko doskonale wyszkolonymi demagogami, którzy z łatwością potrafią przekonać publiczność do swojej racji.

Lecz jeśli wiemy, że na szali są ludzie, którzy będą prowadzić nasz kraj – czyli najważniejszy statek i największa ze wszystkich struktura, to dlaczego wciąż dokonujemy tego samego wyboru i wybieramy polityków, którzy mieli najgłośniejsze kampanie lub najbardziej kontrowersyjne opinie. Zjawisko to politolodzy nazywają „racjonalną ignorancją” – teoria spopularyzowana przez Anthony’ego Downsa i Ilyę Somina. Badania pokazują, że powszechna ignorancja polityczna jest poważnym problemem współczesnej demokracji, ponieważ większość wyborców nie posiada podstawowej wiedzy o rządzie i polityce. Na przykład tylko około jedna trzecia Amerykanów potrafi poprawnie wymienić trzy gałęzie władzy federalnej. Co więcej, wyborcy w ogromnym stopniu błędnie szacują wydatki państwowe; zawyżają budżet na pomoc zagraniczną (uważając, że jest on 10 do 20 razy większy niż faktyczny udział wynoszący 1%), jednocześnie znacznie zaniżając koszty ogromnych programów świadczeń socjalnych, takich jak ubezpieczenia społeczne i służba zdrowia.

Ilya Somin podkreśla, że ignorancja ta nie wynika z głupoty czy braku wykształcenia, lecz z całkowicie racjonalnego zachowania. Ponieważ szanse na to, że pojedynczy głos zadecyduje o wyniku wyborów prezydenckich (w kraju pochodzenia autora, czyli USA), wynoszą mniej więcej 1 do 60 milionów, zatem wyborcy intuicyjnie zdają sobie sprawę, że poświęcanie znacznego czasu i wysiłku na przyswajanie złożonych programów politycznych nie jest racjonalnym wykorzystaniem ich zasobów. A nawet gdy wyborcy zdobywają informacje o polityce, zazwyczaj nie potrafią ocenić ich obiektywnie, popadając w pułapkę zwaną „racjonalną irracjonalnością”. To dlatego, że ludzie zazwyczaj czytają wiadomości polityczne dla rozrywki lub żeby dopingować swoją ulubioną polityczną „drużynę”, podobnie jak kibice sportowi. W konsekwencji mają tendencję do przeceniania informacji, które wzmacniają ich wcześniejsze przekonania, ignorując lub bagatelizując fakty, które im przeczą. Wyborcy dobrze poinformowani i uważnie śledzący politykę często wykazują jeszcze większe stronnicze uprzedzenia i irracjonalność w swoich ocenach niż przeciętni wyborcy.

Ekonomia uwagi i racjonalna ignorancja prowadzą do zjawiska polityków-celebrytów. Obecnie zwycięzcą jest często ten, kto przebija się dzięki radykalnym poglądom, kontrowersjom i urządzaniu widowiska. Są to najskuteczniejsze metody na darmowy czas antenowy i zasięg w internecie. Badacz John Street sugeruje, że styl polityczny to nie tylko marketing, ale forma show-biznesu. Politycy muszą przyjmować specyficzne „idiolekty” (sposoby pracy głosem, gesty i ekspresja) i dostosowywać swoje występy w zależności od formatu medialnego, podobnie jak aktorzy. Polityk-celebryta nie musi udowadniać swoich kompetencji, lecz to, że „jest jednym z nas” i że „uderzy w elity”.

Artykuł „Celebrity, Democracy, and Epistemic Power” autorstwa Alfreda Archera i współautorów bada, że to, co posiadają celebryci, to „władza epistemiczna”. Definiowana jest ona jako wpływ, jaki jednostka posiada w swojej roli jako podmiot generującegy wiedzę. Składa się z dwóch głównych zdolności: zdolności wpływania na to, co inni ludzie myślą, w co wierzą i co wiedzą, oraz zdolności umożliwiania lub uniemożliwiania innym wywierania ich własnego wpływu epistemicznego (na przykład poprzez potwierdzanie ich słów lub opisywanie ich jako „fake news”). Autorzy identyfikują dwa główne źródła tej władzy u celebrytów: ludzie, zwłaszcza fani odczuwający poczucie „intymności na dystans”, mogą ślepo ufać poparciu celebryty w poważnych kwestiach politycznych lub medycznych, tym samym przyznając mu nieuzasadnioną władzę epistemiczną. Nawet bez wewnętrznej wiarygodności celebryci posiadają ogromną moc przyciągania uwagi publicznej. Ta uwaga pozwala im zapewnić ogromną platformę dla własnych idei, przekierować uwagę opinii publicznej na inne głosy i zasadniczo ustalać agendę polityczną poprzez decydowanie, które kwestie mają priorytet dla mediów informacyjnych i społeczeństwa.

Kampania prezydencka Donalda Trumpa z 2016 roku jest jednym z najwyraźniejszych przykładów wykorzystania własnej popularności, pieniędzy i kontrowersji do zdobycia wyborców, a raczej należałoby powiedzieć „fanów”. Trump wyprzedził Hillary Clinton we wszystkich sondażach dzięki swoim radykalnym i populistycznym wypowiedziom. W przypadku Trumpa jego indywidualna władza całkowicie przyćmiła zdolność Partii Republikańskiej do kształtowania własnej narracji. Fakt, że człowiek bez wcześniejszego doświadczenia politycznego nie tylko wygrał prezydenturę, ale też zdołał zradykalizować i całkowicie przejąć kierunek potężnej partii, dobitnie pokazuje, jak niebezpieczna może być władza epistemiczna, gdy wymyka się tradycyjnym mechanizmom kontroli.

Narracja, mówiąca o tym, że politycy są w istocie celebrytami, którzy zamiast ucieleśniać nastroje publiczności, ucieleśniają nastroje państwa i partii, jest ściśle spójna z teorią „demokracji konkurencyjnej” Josepha Schumpetera, który w swojej książce „Kapitalizm, socjalizm, demokracja” (Capitalism, Socialism and Democracy) stwierdził, że demokracja nie jest rządami ludu. Jest ona po prostu mechanizmem wyboru rządu, w którym elity (politycy) rywalizują o głosy biernie-reaktywnego tłumu. Wyborcy nie podejmują żadnych decyzji, lecz wybierają, kto będzie je podejmował.

Tym, co wydaje się jedynym logicznym rozwiązaniem teorii sterowania statkiem, jest albo merytokracja, albo epistokracja. Różnica jest subtelna: pierwsza za kompetentnego uznaje kogoś, kto już coś w życiu osiągnął i się sprawdził. Liczy się to, co potrafisz zrobić. W tym systemie rządziliby wybitni przedsiębiorcy, wielcy organizatorzy, wieloletni menedżerowie czy liderzy społeczni. Druga natomiast za kompetentnego uznaje kogoś, kto potrafi analizować dane, rozumie mechanizmy państwa i posiada wiedzę teoretyczną. Liczy się to, co wiesz. W tym systemie rządziliby (albo mieliby decydujący głos) profesorowie, ekonomiści, socjolodzy i analitycy.

Jednak nie jest to tak proste, jak się wydaje. Rządy wyłącznie „najmądrzejszych” prowadzą do hybris (pychy) elit oraz upokorzenia klasy niższej i jeszcze głębszego podziału klasowego. To właśnie z tego powodu (poza naruszaniem elementarnych praw każdego obywatela nowoczesnej demokracji i równości) tak chętnie czasem proponowany cenzus wykształceniowy jest pomysłem jeszcze gorszym. Jeśli stworzymy system, w którym na szczyt naprawdę docierają tylko najmądrzejsi i najbardziej pracowici, zyskają oni poczucie absolutnej wyższości moralnej, a dół drabiny społecznej będzie musiał zaakceptować swoją niższość. Filozof Michael Sandel zwraca uwagę na ten sam problem w swojej książce „Tyrania merytokracji” (The Tyranny of Merit: What’s Become of the Common Good?). Żelazne prawo oligarchii zawsze zadziała i wkrótce mielibyśmy rządy elit, a nie rządy kompetentnych. Wniosek jest taki, że: społeczeństwa w teorii dążą do kompetencji, ale odrzucają merytokrację w praktyce, ponieważ jest ona klasistowka. Ludzie wolą głosować na polityków „takich jak oni”, nawet jeśli są mniej kompetentni.

Kolejne pytanie, które się nasuwa, brzmi więc: jak zwiększyć kompetencje rządu, jednocześnie nie ograniczając praw wyborczych. Idealna wydaje się „demokracja deliberatywna” oraz podejście do problemu oddolnie, poprzez podnoszenie świadomości społeczeństwa. Zakłada ona, że obywatele nie tylko wrzucaliby kartę do urny, ale też świadomie debatowaliby i potrafili krytycznie oceniać fakty. Skupia się ona na dyskusji, referendach i edukacji obywatelskiej. Wyedukowany obywatel rozpoznaje chwyty erystyczne (techniki manipulacji w dyskusji) i populizm. Nie zadowala go polityk „wyglądający fajnie w mediach społecznościowych”, lecz pyta, skąd weźmie on pieniądze na spełnienie obietnic.

Amerykański filozof i reformator edukacji John Dewey napisał w 1916 roku książkę „Demokracja i wychowanie” (Democracy and Education). Twierdził, że demokracja nie jest systemem politycznym; jest sposobem życia, który trzeba nieustannie ćwiczyć w szkołach poprzez naukę krytycznego myślenia i debaty, a nie wkuwanie dat na pamięć. W erze fake newsów świadome społeczeństwo potrafi weryfikować źródła i nie ulega panice ani radykalnym nastrojom budowanym przez polityków-celebrytów. A jeśli wyborcy przestaną nagradzać polityków za agresję i pokazowość, kampanie w naturalny sposób zaczną promować treść merytoryczną. Polityka dostosowuje się do tego, co „kupuje” rynek wyborczy.

Obecnie najlepszym przykładem wprowadzenia tego w życie jest Finlandia. Finowie wprowadzili do szkół obowiązkowe zajęcia z edukacji medialnej (od najmłodszych lat). Dzieci uczą się, jak rozpoznawać fake newsy, jak działają algorytmy mediów społecznościowych, jak politycy wykorzystują statystyki do manipulacji oraz jak odróżniać fakt od opinii. Efekt? Fińskie społeczeństwo uznawane jest za najbardziej odporne na dezinformację w całej Europie. Niestety wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wprowadzenie takiego systemu we wszystkich współczesnych republikach demokratycznych zajęłoby wiele lat, o ile takie projekty w ogóle kiedykolwiek zostałyby rozpoczęte.

Dzieje się tak, ponieważ duże partie działają na własną korzyść, a nie na korzyść obywatela. Artykuł „The Cartel Party Thesis: A Restatement” autorstwa Richarda S. Katza i Petera mówi: rosnąca przepaść między partiami a społeczeństwem, w połączeniu z zawłaszczaniem zasobów państwa przez partie, wywołała bezprecedensowy poziom powszechnej nieufności i zniechęcenia wyborców. Środowisko to napędziło wzrost partii populistycznych, które skutecznie wykorzystują publiczny gniew skierowany przeciwko oderwanej od ludzi elicie politycznej. Ostatecznie autorzy ostrzegają, że jeśli partiom politycznym nie uda się znaleźć sposobu, by naprawdę reprezentować obywateli, zamiast po prostu nimi rządzić, będzie im coraz trudniej legitymizować swoją kontrolę nad instytucjami demokratycznymi.

Nie leży w interesie większości polityków i partii opierających się na emocjach wychowywanie społeczeństwa krytycznie myślącego i odpornego na manipulację. Łatwiej jest rządzić tłumem, który głosuje pod wpływem strachu lub chwytliwych haseł, niż społeczeństwem, które uważnie obserwuje władze i zadaje trudne pytania. Najłatwiejszym sposobem na zmobilizowanie wyborców jest strach przed „innymi” (opozycją). Albo przekonanie ich do głosowania na „mniejsze zło”. W rezultacie debata publiczna sprowadza się do ataków osobistych, a partie de facto zamykają rynek polityczny, utrudniając nowym ruchom dostęp do funduszy czy mediów (działając jak kartel rynkowy). I właśnie wtedy całkowicie tracimy element kompetencji w demokracji, możemy nawet stracić element demokracji w demokracji, wobec braku innych opcji wyboru partii.

Duopol polityczny jest poważnym zagrożeniem. Przełamanie go poprzez wprowadzenie „trzeciej siły”, głosu decydującego, jest skuteczną strategią, by wpuścić do systemu świeże powietrze, przeprowadzić trudne reformy i zachować element kompetencji. Nowy gracz, który chce przełamać ten system, nie zaczyna z ugruntowanym elektoratem opartym na strachu. Musi udowodnić swoją użyteczność merytorycznie, proponując konkretne rozwiązania (kompetencje), których unikają stare partie. Musi udowodnić swoją użyteczność merytorycznie, proponując konkretne rozwiązania (kompetencje), których unikają stare partie. Wprowadzenie nowych aktorów na scenę polityczną zmusza ugruntowane partie do powrotu do debatowania argumentami, a nie tylko emocjami.

Jednak nowi gracze szybko zdają sobie sprawę, że aby przetrwać w parlamencie, utrzymać struktury i wygrać kolejne wybory, muszą zacząć grać według starych, bezwzględnych zasad. Bycie „nieskażonym” rzadko trwa dłużej niż jedną kadencję. Dlatego zmiany w partii powinny zachodzić w systemie 1, 2, 3, 4, co jest definicją zdrowego systemu wielopartyjnego (który znakomicie funkcjonuje np. w Holandii czy krajach skandynawskich).

Karl Popper twierdził, że demokracja nie polega jedynie na wybieraniu najlepszych czy najzdolniejszych, ponieważ tacy ludzie rzadko są politykami, a władza i tak z czasem ich korumpuje. Lecz prawdziwa siła demokracji polega na tym, że pozwala ona obywatelom pozbyć się złego rządu bez przemocy i rozlewu krwi. Obywatele mają realny wpływ jedynie wtedy, gdy karty zostają przetasowane (wybory i tworzenie koalicji). Ponieważ nie możemy w pełni kontrolować partii w trakcie kadencji, naszym najpotężniejszym narzędziem dyscyplinującym jest realna groźba ich zwolnienia.

Istnieje jednak jedno poważne ryzyko związane z szybką rotacją władzy w systemie 1, 2, 3, 4, które nazywa się krótkowzrocznością demokratyczną (democratic myopia). Pierwszą linią obrony, zgodnie z duchem klasycznego podziału władzy Monteskiusza, jest niezależne sądownictwo. W państwie prawa władza nigdy nie jest skoncentrowana w jednej parze rąk, lecz opiera się na systemie hamulców. Nawet najpopularniejszy polityk-celebryta nie stoi ponad prawem, a niezależne sądy czy trybunały działają jak „bezpiecznik”. Wprowadzając do polityki chłodną, prawną władzę, mogą zablokować niekonstytucyjne pomysły rządu, chroniąc mniejszości i całe społeczeństwo przed zjawiskiem, które Alexis de Tocqueville przestrogą nazwał „tyranią większości”. Gdy zmanipulowany emocjonalnie tłum wybiera niekompetentnego populistę do stanowienia prawa, państwo broni się innymi odłamami trójpodziału władzy.

Drugą linią obrony na poziomie codziennego zarządzania jest służba cywilna, która sprawia, że prawo staje się żywe i skuteczne, niczym mózg kontrolujący i kierujący wszystkimi działaniami pozostałych części ciała. Wybierani politycy są głównymi przeszkodami dla efektywności służby publicznej. Najczęściej wprowadzają radykalne zmiany kierunku, które sprawiają, że rozwój służby publicznej kończy się niepowodzeniem. Politycy w demokracji przychodzą i odchodzą co cztery, pięć lat. Nie mają ani czasu, ani wiedzy technicznej, by pisać wszystkie ustawy od zera, i polegają na awansowanych, niewybieralnych urzędnikach. Niemiecki socjolog Max Weber opisał tę profesjonalną biurokrację jako absolutnie niezbędną dla stabilnego funkcjonowania nowoczesnego państwa. Jedynym problemem jest brak demokratycznej odpowiedzialności. Urzędnicy nie mogą zostać odwołani w wyborach. Jednak z drugiej strony jest to ich zaleta i powód, dla którego powstrzymują państwo przed pogrążeniem się w chaosie. Musimy wciąż pamiętać o ostatecznej hierarchii. Choć podział władzy Monteskiusza strzeże prawa, a biurokracja weberowska trzyma władzę w ryzach, to ostatecznie urzędnik jest podwładnym i jeśli parlament legalnie uchwali ustawę, która zburzy na wpół prawo zbudowane jeszcze przez poprzedni rząd, a sądy nie uznają jej za niekonstytucyjną, urzędnik musi ją wykonać, nawet jeśli uważa ją za skrajną głupotę.

Podsumowując, tak, demokracja wybiera popularność, a nie kompetencje. Kampanie wyborcze są marketingiem, ale demokracja to także współpraca szerokiego grona wykształconych urzędników z politykami. Mamy więc: władzę polityczną, która zmienia się często, zapewniając świeżość, przełamując duopol i dając obywatelom poczucie wpływu, oraz władzę biurokratyczną, opartą na wykształconych i doświadczonych urzędnikach, która zapewnia, że państwo nie rozpada się podczas wstrząsów wyborczych

Złoty środek nie polega jednak na wprowadzeniu czystej merytokracji (ponieważ rodzi ona oligarchię i podziały), lecz na zabezpieczeniu demokracji dwoma filarami: lepszą edukacją (np. John Dewey), aby wyborcy potrafili rozpoznawać populizm i „zrywać maski” z polityków. Oraz silną, profesjonalną służbą cywilną i instytucjami, które stabilizują państwo, gdy demokracja wybiera showmanów.

Jest to niemal klasyczna koncepcja nowoczesnego państwa prawa. Model, w którym politycy i urzędnicy wzajemnie uzupełniają swoje wady. Klasycznie państwo chronione jest przez prawo i konstytucję, a realnie – przez kompetentnych urzędników, którzy je wykonują. Prawo to tylko zapis na kartce papieru, a staje się żywe i skuteczne dopiero wtedy, gdy aparat biurokratyczny (ludzie posiadający wiedzę) wciela je w życie, jednocześnie powstrzymując najbardziej destrukcyjne pomysły polityków-celebrytów.

Spór o to, czy państwo powinno być w 100% demokratyczne, czy w 100% merytokratyczne, jest z gruntu błędny, ponieważ nie można oczekiwać, że różne organy będą pełnić dokładnie tę samą funkcję.

Bibliografia:

Archer, A., Cawston, A., Matheson, B., & Geuskens, M. (2020). Celebrity, Democracy, and Epistemic Power. Perspectives on Politics, 18(1), 27-42. (

Bolaji, K. A. (2014). Public Service and Democracy in Developing Societies: The Nigerian Experience. Journal of Power, Politics & Governance, 2(1). Pozyskano z: ResearchGate (PDF)

Higgins, M., & Drake, P. (2006). Celebrity and Politics. W: P. D. Marshall (red.), The Celebrity Culture Reader. Routledge. Pozyskano z: Strathprints (PDF)

Jaquet, A., & Engeli, I. (2023). Celebrity Democracy and Epistemic Power. Perspectives on Politics. Cambridge University Press. Pozyskano z: Cambridge Core

Katz, R. S., & Mair, P. (1995). Changing Models of Party Organization and Party Democracy: The Emergence of the Cartel Party. Party Politics, 1(1), 5-28. Pozyskano z: Sage Journals/Academia.edu PDF

Katz, R. S., & Mair, P. (2018). Democracy and the Cartel Party Thesis: A Critique and a Defense. Oxford University Press. Pozyskano z: Google Books

Lafont, C. (2020). Representative Democracy as Defensible Epistocracy. American Political Science Review, 114(4). Cambridge University Press. Pozyskano z: Cambridge Core

Somin, I. (2015). Rational Ignorance. W: M. Fricker et al. (red.), Routledge Handbook of Social Epistemology. Taylor & Francis. Pozyskano z: Taylor & Francis

Street, J. (2004). Celebrity Politicians: Popular Culture and Political Representation. The British Journal of Politics and International Relations, 6(4), 435-452.

Institute for Humane Studies. (2021, 24 marca). Ilya Somin: Rational Ignorance [Wideo]. YouTube. Pozyskano z: https://www.youtube.com/watch?v=fmJbNXl-HW8

Learn Liberty. (2011, 21 lipca). Why Are Politicians So Bad? The Myth of the Rational Voter [Wideo]. YouTube. Pozyskano z: https://www.youtube.com/watch?v=wDUDAjCTv6w

Wzmianki:

Dewey, J. (1916). Democracy and Education: An Introduction to the Philosophy of Education. Macmillan.

Kuehnelt-Leddihn, E. von (1952). Liberty or Equality: The Challenge of Our Time. Caxton Printers.

Platon. Państwo (The Republic)

Sandel, M. J. (2020). The Tyranny of Merit: What’s Become of the Common Good?. Farrar, Straus and Giroux.

Schumpeter, J. A. (1942). Capitalism, Socialism and Democracy. Harper & Brothers.

Popper, K. R. (1945). Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie (The Open Society and Its Enemies). Routledge.

Tocqueville, A. de. (1835). O demokracji w Ameryce (De la démocratie en Amérique).

Weber, M. (1922). Gospodarka i społeczeństwo (Wirtschaft und Gesellschaft).

Related Articles

Related